Brands Secret

aktualności

5 sposobów sztucznego kreowania wizerunku - dałeś się oszukać?

12 lipca 2018
  1. Siedziałam w sali posiedzeń zarządu,  bujając się na obrotowym krześle, łyżeczką przebijałam piankę perfekcyjnie przygotowanej przez panią asystentkę latte. Zdążyłam już usłyszeć jak prezes rodzinnej firmy produkcyjnej chwalił się bratu, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, że wszyscy gratulowali mu wystąpienia i poznał przedstawicieli władz lokalnych, na których mu zależało.

  2. To był ten moment, kiedy mogłam odetchnąć i nacieszyć się efektem, zanim formalnie zamknę projekt i wyjdę z firmy. „To jeszcze nie koniec” usłyszałam… i trochę mnie zamurowało, bo przecież wszystko przebiegło zgodnie z planem… „Chciałbym, żebyś popracowała nad wizerunkiem mojej żony”, wtedy olśniło mnie, że to propozycja kolejnej współpracy. Miałam zająć się wizerunkiem żony rozpoznawalnego w regionie prezesa, która chętnie pojawiała się na wszystkich ważnych wydarzeniach, jednak głównie znana była jako żona swojego męża.
     

  3. Kilka razy miałyśmy okazję zamienić kilka zdań, jednak aby omówić szczegóły, zadzwoniła do mnie kolejnego dnia w czasie zakupów i poinformowała jedynie, że chce być koneserem sztuki. Mamy na to 3 miesiące i czas jest tu znacznie większym ograniczeniem niż budżet. Siedziałam wtedy na dworcu w Warszawie i kiedy skończyłam rozmowę zaczęłam wątpić w powodzenie tego przedsięwzięcia. To były jednak moje pierwsze zlecenia, klientów mogłam zliczyć na palcach obu rąk i jak niczego innego na świecie potrzebowałam rezultatów. Oddałam walizkę do przechowalni i natychmiast wybrałam się do księgarni, by kupić kilka książek, kolejne dni spędziłam w czytelni, dotarłam prawie na koniec internetu, przepytałam znajomych i po tygodniu miałam gotowy plan działania. Załatwiłam możliwość uczestniczenia w wykładach na Wydziale Sztuk Pięknych, przygotowałam listę książek do przeczytania i wystaw do obejrzenia, sprawdziłam loty i bilety do najbardziej znanych muzeów w Europie i wszystko to wysłałam na maila w pięknie zredagowanym raporcie.
     

  4. Rozpierała mnie duma, szczęście… kiedy zadzwonił telefon spodziewałam się tylko jednej odpowiedzi „To mi się podoba - działamy!”. W słuchawce usłyszałam jednak „Ewo, nie zrozumiałyśmy się. Ja chcę być POSTRZEGANA jako koneser sztuki”. Nie do końca wiedziałam o co chodzi, ale potem w kolejnej rozmowie mój dotychczasowy klient wyjaśnił mi, że bardziej chodziło o zrobienie odpowiednich zdjęć, oznaczenie na Facebooku, że jesteśmy w galerii sztuki, może jakiś artykuł sponsorowany albo wywiad… Wtedy zrozumiałam, że nie tędy droga i że ja inaczej rozumiem budowanie wizerunku, ale jeśli wizerunek może być przekłamany, to ja będę pomagać budować reputację.
     

  5. Wtedy, gdy zrezygnowałam z tego zlecenia miałam poczucie straconej szansy, bo przecież można było raz nagiąć zasady. Kiedy jednak zaczęłam opowiadać te historie na wystąpieniach i rozmawiać o tym z klientami, zaczęłam poznawać coraz to nowe techniki sztucznego budowania wizerunku i tak oto powstała poniższa lista. Nie jestem zwolennikiem takiego podnoszenia własnej wartości, ale może Ci ona pomóc rozpoznać te sprytne triki wśród osób w Twoim otoczeniu:

 

  1. Prestiżowe kursy i certyfikaty - kilka lat temu jako prowadząca wydarzenie miałam zapowiedzieć prelegentkę, o której wiedziałam, że nigdy nie ukończyła żadnej uczelni, jako absolwentkę studiów MBA. Z jednej strony wiedziałam, że to niemożliwe, z drugiej miałam tylko zapowiedzieć te kobietę, a nie podważać jej kompetencje. Przeczytałam wtedy biogram w takiej formie, jak mi przekazano, ale następnego dnia rozpoczęłam poszukiwania. Na Grouponie znalazłam kurs online MBA z Certyfikatem prowadzony przez MMU Business School za 99zł, wraz z nim kolejne kursy z certyfikatem MEN np. Kurs instruktora pływania, instruktora terapii zajęciowej, instruktora jogi i wiele innych. Zdarza się, że prowadzę rozmowy kwalifikacyjne albo jestem osobą wspierającą i niezwykle często tego typu uprawnienia pojawiają się w CV. Tytuły, nazwy kursów i certyfikatów potrafią być bardzo wymyślne, niestety za tym nie idzie wiedza.

  2. Zdjęcia na stronie www  - znasz to uczucie, kiedy wchodząc na stronę internetową nowej firmy widzisz na zdjęciach ogromny budynek, biura, wielkie logo na ścianie przy wejściu, więc bez zastanowienia i wcześniejszego umawiania po prostu jedziesz na wskazany na stronie adres… a tam… mieszkanie, dom jednorodzinny, w najlepszym wypadku ten budynek co na zdjęciu, ale bez wielkiego logotypu, bo biuro firmy znajduje się w jednym, wynajmowanym pomieszczeniu. Graficy doskonale wiedzą, że dobre zdjęcia to podstawa pięknej strony internetowej, dlatego potrafią zatroszczyć się o mały fotomontaż, aby firma wyglądała na bardziej atrakcyjną. Gorąco polecam wpisywanie adresu na Google Maps ;)

  3. Usługa biegania - jak to w Polsce mówią "Potrzeba matką wynalazku”, skoro nastała moda na aktywny styl życia, udział w biegach i regularne wizyty na siłowni, to uznanie w oczach znajomych na Facebooku również można kupić. Wystarczy trochę poszukać, by trafić na usługę biegania. Na jednych stronach da się kupić zwolnienie lekarskie na innych cudzy czas i trochę siły w nogach. Za odpowiednią opłatą, ktoś inny dostając login i hasło do aplikacji wychodzi przebiec wyznaczoną trasę i po godzinie czy 2 na ścianie naszego profilu na Facebooku pojawia się całe zestawienie. Na dobrą sprawę po czasie to może być nawet dobre alibi ;)

  4. Kupowane referencje - nie będę tutaj pisać o kupowanych fanach i polubieniach na portalach społecznościowych bo to dziś już nikogo nie dziwi. Wciąż jednak mamy więcej zaufania do wystawianych na Facebooku i LinkedIn rekomendacji. Te już niestety też są coraz częściej wystawiane przez zawodowych polecających, a słyszałam o przypadkach kiedy osoba na okresie wypowiedzenia, posługując się jeszcze firmową pieczątką i stanowiskiem wystawia rekomendacje o rzekomej współpracy. Być może to sporadyczne przypadki, ale lepiej sprawdzać rekomendacje, nawet te z dużych i znanych firm.

  5. Fototapety - podziwiasz piękne zdjęcia na Instagramie albo Facebooku i nawet nie przyjdzie Ci do głowy, że w czasie świąt jeszcze kilkaset osób opublikuje zdjęcie na tle tej samej choinki, co Twoi znajomi. Fototapety w latach 80-tych zdobiły ściany mieszkań, potem były ciekawym urozmaiceniem pamiątkowych, pozowanych zdjęć u fotografa. Najczęściej na tle pięknych krajobrazów albo wnętrz robiło się zdjęcia dzieci. Tymczasem w sieci można kupić fototapety z wydrukowanym wnętrzem gabinetu, salonem, pięknie ubraną choinką albo ogrodem i to właśnie kawałek tkaniny bannerowej uświetnia zdjęcia coraz większej rzeszy fanów idealnego wizerunku - nawet gdy jest sztuczny.

 

To pierwsza część mojej listy trików sztucznego budowania wizerunku. Już wkrótce kolejne sposoby na wykreowanie kogoś, kto w rzeczywistości nie istnieje.